Sezon porzeczkowy się kończy niestety, więc znów postarałam się zamknąć aromat lata w butelce:)
Aby zima była przyjemniejsza, cieplejsza powstała nalewka z czerwonej porzeczki:
Yen_z_Ven vel. Kozica: Mama, Dowódca, Zawiadowca, Zaopatrzeniowiec, Dede vel. Futerko: Wyjadacz, Pomocnik, Towarzysz i Doradca Zakupowy i Monsz vel. Kocur - Też wyjadacz, Nosiciel Zakupów, Wybrzydzacz.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lecznicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lecznicze. Pokaż wszystkie posty
środa, 21 sierpnia 2013
czwartek, 28 lutego 2013
Wzmocniony zapach lata;)
I tak w sezonie porzeczkowym postanowiłam nastawić nalewkę... Zainspirowałam się przepisem z bloga O Pysznym Jedzeniu i tak powstała moja Smorodinówka kresowa - leżakowała sobie w spokoju, aż nastał czas testowania:))
Składniki:
Owoce oczyściłam, umyłam, osączyłam i zalałam je całym alkoholem razem z przyprawami. Owoce stały w ciemnym miejscu przez 6 tygodni. Po tym czasie zlałam nalew, a owoce zasypałam cukrem, dodałam miód. Po tygodniu codziennego wstrząsania powstał syrop, który zlałam i zmieszałam ze zlanym wcześniejszym nalewem. Alkohol "wyciągałam" z owoców jeszcze 3 razy, aż się pomarszczyły jak rodzynki.
Przefiltrowałam i rozlałam do butelek. Zostawiłam w spokoju i czekałam cierpliwie aż dojrzeje. I dojrzało... jest aromatyczne, dość mocne i smaczne:) na już coraz krótsze, ale jeszcze chłodne wieczory i odwilżowy klimat katarowy jak znalazł:)
Robiłam jeszcze inne nalewki - z czerwonej porzeczki, z malin i jabłek, pomarańczy, ale o tym innym razem:)
Składniki:
- 1 kg dojrzałych owoców czarnej porzeczki
- 0,5 l spirytus 95%
- 0,5 l wódka 40%
- 0,25 kg cukru + łyżka miodu wielokwiatowego.
- Przyprawy: laska wanilii, 1 cm kory cynamonu, 3-4 goździki
Owoce oczyściłam, umyłam, osączyłam i zalałam je całym alkoholem razem z przyprawami. Owoce stały w ciemnym miejscu przez 6 tygodni. Po tym czasie zlałam nalew, a owoce zasypałam cukrem, dodałam miód. Po tygodniu codziennego wstrząsania powstał syrop, który zlałam i zmieszałam ze zlanym wcześniejszym nalewem. Alkohol "wyciągałam" z owoców jeszcze 3 razy, aż się pomarszczyły jak rodzynki.
Przefiltrowałam i rozlałam do butelek. Zostawiłam w spokoju i czekałam cierpliwie aż dojrzeje. I dojrzało... jest aromatyczne, dość mocne i smaczne:) na już coraz krótsze, ale jeszcze chłodne wieczory i odwilżowy klimat katarowy jak znalazł:)
Robiłam jeszcze inne nalewki - z czerwonej porzeczki, z malin i jabłek, pomarańczy, ale o tym innym razem:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
